Nowy rok trwa – to nowe cele, nowe kilometry i nowe wyzwania. Ja wbiegam w nowy rok z testowanym już od kilku miesięcy Suunto Race 2. Dla mnie jest to sprzęt, który znakomicie wpisuje się w filozofię biegania w terenie: niezawodność, czytelność i wszechstronność – idealny do szybkich podbiegów jak i wielogodzinnych wybiegań w górach.


 

Na wstępie powiem, że nie jest to mój pierwszy zegarek sportowy. Testowałam sprzęt tego rodzaju różnych firm i każdy miał coś innego do zaoferowania. To moje pierwsze doświadczenie z Suunto, którym podzielę się w tym artykule. 

Najważniejsza dla mnie w zegarkach jest czytelność. Podczas treningu potrzebuję wszystkich informacji w jednym miejscu. Jedno spojrzenie wystarcza, by sprawdzić:

  • aktualne tempo,
  • dystans,
  • tętno,
  • przewyższenie lub czas biegu.

W terenie nie ma czasu na wpatrywanie się w ekran. A ten w Suunto Race 2 daje ogromną przewagę. Dane są czytelne w pełnym słońcu, w cieniu lasu i podczas nocnych treningów z czołówką.

Kolejną kluczową cechą Suunto Race 2 jest precyzja. Wszystkie dane zbierane zarówno podczas treningów, jak i w trakcie regeneracji, są spójne i wiarygodne. Największym zaskoczeniem okazała się dla mnie dokładność szacunków parametrów wydajności Suunto – w praktyce były one niemal idealnie zbieżne z wynikami profesjonalnych badań wydolnościowych. To daje realne zaufanie do danych i poczucie, że zegarek faktycznie wspiera trening, a nie tylko rejestruje liczby.

Moja ręka jest niewielkich rozmiarów i szczerze mówiąc martwiłam się, że tarcza Suunto Race 2 będzie po prostu za duża i ciężka. Bardzo się myliłam. Zegarek jest lekki i bardzo wygodny. Naprawdę dobrze leży na nadgarstku, dzięki czemu nie przeszkadza nawet podczas kilkugodzinnych treningów w terenie. Na stromych zbiegach i technicznych odcinkach zegarek pozostaje stabilny, a pasek nie powoduje otarć. To sprzęt, który pracuje razem ze mną, a wiadomo, że w trailu komfort noszenia to podstawa.

Choć Suunto Race 2 to narzędzie stworzone do rywalizacji, jego wygląd spokojnie odnajduje się także poza trasą. Na ręce wygląda po prostu ładnie i wcale nie kończy swojej roli na mecie. Biegnę w góry, a później idę do pracy do szpitala, a wyjątkowy design zegarka do wszystkiego pasuje.

Dobry zegarek sportowy to nie fanaberia, a realne narzędzie, które potrafi pomóc w całym procesie treningowym. Nie tylko rejestruje parametry biegu, ale pomaga go zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Dlatego polecam serdecznie wejście na wyższy poziom i przetestowanie  Suunto Race 2, aby przekonać się, czy sprawdzi się tak samo dobrze, jak u mnie.

 

Test, tekst i zdjęcia: Ania Wściślak, stypendystka Fundacji UltraWomen