Biegaczka, mama, pracowniczka, studentka, żona, partnerka… możemy mieć wiele różnych ról w swoim życiu. Czy zawsze wszystkie da się pogodzić? Czy byłybyśmy sobą bez którejś z tych ról? Czasami trudno poświęcić równą uwagę dla każdej z nich, o każdą zadbać, znaleźć czas bez ciągłego biegu i chaosu. W tym artykule chciałabym pokazać, co można zrobić, żeby ułatwić sobie to życie codzienne. Znajdziecie w nim również kilka wskazówek od osób, które od lat łączą w swoim życiu różne role: Pauli Sowińskiej, Asi Antoniak-Witek oraz od Iwy i Grzesia.
Najpierw odpowiedzmy na pytanie – jakie kwestie mogą przeszkadzać w tym, że nie zawsze znajdujemy przestrzeń na trening?
Brak czasu
Brak czasu na trening to nie zawsze kwestia „złej organizacji”. Owszem, czasami faktycznie można parę rzeczy lepiej ogarnąć, ale w dorosłości pojawia się tyle obowiązków, że na niektóre z nich po prostu brakuje już czasu. A co dopiero na trening, który zazwyczaj jest dodatkiem do naszego życia. Posiadając dosyć czasochłonne hobby musimy pogodzić się z tym, że coś ucierpi. Życie to nieustanne podejmowanie decyzji i dokonywanie wyborów. Czy dzisiaj po pracy zrobię trening czy pojadę na zakupy? Czy w sobotę skoszę trawę, zrobię trening, czy pojadę na plac zabaw z dziećmi? Czy po południu zajmę się rachunkami czy pojadę na siłownię? Warto być elastycznym i wykorzystywać wolne chwile.
Brak wsparcia
Jeśli współdzielisz życie z partnerem, partnerką, żoną czy mężem, wspólna sportowa pasja może być ułatwieniem, ale w niektórych kontekstach również utrudnieniem. Gdy możecie razem wybrać się na trening, wspólnie spędzić czas, nawzajem się motywować – to świetnie. Ale gdy jesteście na innym poziomie zaawansowania albo macie inne cele, sprawa trochę się komplikuje.
Zupełnie inaczej to wygląda, gdy macie pod opieką dziecko czy dzieci, bieganie „na zakładkę” jest już większym wyzwaniem logistycznym, zwłaszcza kiedy oboje pracujecie i nie macie pod ręką kogoś do pomocy. A jeśli tylko jedna strona jest tą trenującą – można spotkać różne reakcje drugiej strony. Jeśli partner/partnerka nas wspiera, motywuje, rozumie nasze cele i dążenia, to może być bardzo wspierające. Ale jeśli uważa to za stracony czas, nie rozumie po co to robimy, frustruje się za każdym razem, gdy to on/ona ogarnia coś w domu, a my biegamy – mogą pojawić się konflikty.
Nie ma tutaj jednego słusznego rozwiązania, jednej winnej czy niewinnej osoby – każda sytuacja wygląda inaczej. Zachęcam do szczerej rozmowy, nie zrzucania winy na siebie nawzajem, zaczęcie od spojrzenia na siebie – co ja mogę zrobić inaczej/lepiej, aby naszą relację poprawić?
A może jednak odpuścić?
Czasem w głowie mogą pojawić się nam pytania: a może jednak odpuścić ten sport? Skupić się na pracy, rodzinie, spędzać więcej czasu z dziećmi? Wziąć się w końcu za remont, zbudować dom, zacząć prowadzić własną firmę?
Po pierwsze, odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego uprawiasz sport? Do czego jest Ci potrzebny? Dlaczego zaczęłaś i dlaczego jesteś w nim nadal? Co Ci to daje? Po drugie, zastanów się, czy bez sportu nie będziesz jeszcze bardziej sfrustrowana, napięta, zmęczona psychicznie? To może właśnie ten sport daje Ci siłę, żeby ogarnąć te wszystkie rzeczy, a nie zabiera cenny czas? Oczywiście jeśli czujesz, że nie wyrabiasz, można zredukować czasowo treningi – zamiast 4 razy w tygodniu zostawić 2 razy, zamiast 2 godzin – 1 godzinę. Zawsze możesz spróbować i zobaczyć, jakie efekty to przyniesie.
Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy ten sport to nie tylko ruch i oderwanie od codzienności, ale również potrzeba rozwoju i progresu – a nie ukrywajmy, większości z nas przyświeca również taki cel. Chcemy być coraz szybsze, pokonywać coraz więcej kilometrów, być coraz silniejsze. Skracając czasowo treningi wykonujemy krok do tyłu. Dlatego trzeba wrócić do pierwszego pytania – po co to robię? Jaki jest mój cel?
Wykorzystuj okazje
Być może w ciągu Twojego dnia są momenty, które trochę marnujesz, a mogłabyś je przeznaczyć na efektywny trening. Zawozisz dzieci na basen i czekasz na nie, aż skończą lekcje? Możesz w tym czasie sama popływać albo skorzystać z pobliskiej siłowni lub po prostu pobiegać. Odbierając dziecko z przedszkola zawsze zaciąga Cię na plac zabaw? Spróbuj tam wykonać kilka prostych ćwiczeń, np. przysiady, wspięcia na łydki czy pompki w podporze tyłem. Nie zapominajmy o porannym bieganiu – jeśli to lubisz, to super! Jeśli nie – spróbuj chociaż w jeden dzień. Potraktuj to jako dobry trening do zawodów, przecież większość z nich startuje o wczesnych godzinach. Wykonany trening podczas gdy reszta domowników dopiero wstaje, to wspaniałe uczucie!
Inni ogarniają lepiej
W dobie social mediów można odnieść wrażenie, że inni radzą sobie lepiej. Znajdują czas na treningi, rodzinę, pracę, widzimy ich uśmiechnięte zdjęcia z gór, na rowerze z dziećmi, gotujących w kuchni, spacerujących z psem. Tylko ja jestem jakaś nieudolna!
Nigdy nie wiemy, jak wygląda czyjeś życie. Być może istnieje jakiś niewielki procent ludzi, którym udaje się to wszystko pogodzić – ale zdecydowana większość ma na tym polu większe lub mniejsze trudności. Nigdy nie wiesz, czy ktoś po prostu nie oszukuje – ten rower z dziećmi może był dla niego jedną wielką udręką, wszyscy marudzili, ale jedno uśmiechnięte zdjęcie na Instagramie zostało zrobione pomiędzy nerwową atmosferą. Być może ktoś mieszka w jednym domu z dziadkami, którym zawsze może porzucić dzieciaki. Może ktoś ma elastyczne godziny pracy, ale wstaje wcześnie rano i jeszcze dorabia wieczorami. Być może ktoś to wszystko robi, ale cierpi na tym jego sen i zdrowie. Pamiętaj, że social media to tylko wycinek czyjegoś życia, ten wycinek, który chce pokazywać innym.
Warto również inspirować się historiami osób doświadczonych w temacie łączenia różnych ról w swoim życiu. Poniżej znajdziesz właśnie takie osoby. Sprawdź, jak one radzą sobie w tym temacie.
Paula Sowińska (@poprostupaula), mama trójki dzieci i aktywna biegaczka, członkini grupy ASICS FrontRunner:
Jeśli danego dnia mogę pobiegać rano, biegnę rano. Jeśli jedyną opcją jest wieczorna bieżnia w domu, to też jest w porządku. Nie czekam na idealne warunki ani idealny moment. Cieszę się po prostu, że mogę się ruszać. Dodatkową wartością jest to, że dzieci dorastają, widząc aktywność jako coś naturalnego. Kiedy były małe, biegały ze mną w wózku. Dziś często towarzyszą mi na rowerach czy hulajnogach. Mam nadzieję, że dzięki temu pokazuję im, że ruch jest po prostu częścią życia.
Oczywiście każdy potrzebuje czasu tylko dla siebie i treningów, które pozwalają realizować sportowe cele. Nie zawsze jednak wszystko wygląda idealnie i nie każdy trening będzie zgodny z planem. Dlatego uważam, że nie chodzi o perfekcję, ale o konsekwencję i umiejętność dostosowania się do tego, co przynosi codzienność. Myślę też, że jest mi trochę łatwiej, bo naprawdę kocham bieganie. Do sprzątania czy prasowania muszę się czasem zmuszać, a na bieganie jakoś zawsze znajduję miejsce w grafiku.
Asia Antoniak-Witek (@pannasia), mama dwójki dzieci i żona profesjonalnego biegacza, Andrzeja Witka:
Kiedy myślę o łączeniu sportu z życiem rodzinnym, to chyba najważniejsze jest dla mnie to, że nie istnieje jeden, idealny sposób na „ogarnięcie” wszystkiego. U nas życie jest bardzo mocno podporządkowane sportowi Andrzeja, ale jednocześnie sport jest częścią naszego rodzinnego życia, a nie czymś funkcjonującym obok niego. Bycie żoną zawodowego sportowca oznacza dla mnie dużą elastyczność. Treningi, starty, wyjazdy, obozy, regeneracja – to wszystko wpływa na codzienność całej rodziny. Szczególnie teraz, kiedy mamy dwójkę małych dzieci. Chyba nauczyliśmy się przede wszystkim nie traktować podziału obowiązków jako czegoś sztywnego. Nie zawsze jest po równo i nie zawsze musi być. Ważniejsze jest dla nas, żeby w danym momencie każdy z nas miał możliwość realizowania tego, co jest dla niego ważne.
Dużo daje nam planowanie. Przy zawodowym sporcie nie da się wszystkiego zostawić przypadkowi, więc z dużym wyprzedzeniem wiemy, kiedy są najważniejsze starty, obozy czy okresy ciężkiego treningu. Dzięki temu łatwiej zaplanować również czas dla rodziny, moje obowiązki czy czas tylko dla mnie. Oczywiście przy dwójce dzieci plan potrafi przestać istnieć pięć minut po jego stworzeniu, więc równie ważna jest elastyczność.
Mam też poczucie, że z czasem przestałam myśleć o „czasie dla siebie” jako o czymś, co powinno pojawić się dopiero wtedy, kiedy wszystko inne zostanie zrobione. Własne potrzeby trzeba trochę świadomie wpisać w rodzinny kalendarz. Nie ukrywam, że obecnie bardzo dużą pomoc otrzymuję od moich rodziców, rodzeństwa, czy bliskiej rodziny – dzięki czemu choć na chwilę jestem w stanie się zresetować i odpocząć. Jednocześnie nie chcę udawać, że zawsze świetnie sobie z tym radzę. Są momenty zmęczenia, frustracji czy poczucia, że na wszystkich i wszystko brakuje czasu. Myślę jednak, że bardzo pomaga nam świadomość, że jesteśmy drużyną. Nie rywalizujemy o to, czyje potrzeby są ważniejsze, tylko staramy się patrzeć na nasze życie trochę długoterminowo.
Sport nauczył mnie zresztą podobnego podejścia do tego, jak patrzę na życie. Nie każdy dzień musi być dobry. Nie każdy trening musi być wykonany idealnie. Czasami trzeba odpuścić, zwolnić, zmienić plan i zaakceptować, że aktualnie mamy inny etap. I chyba właśnie to jest dla mnie największą lekcją łączenia sportu z rodziną – nie chodzi o to, żeby wszystko zmieścić. Chodzi o to, żeby wiedzieć, co jest dla nas ważne i umieć się tym dzielić, również wtedy, kiedy życie nie układa się zgodnie z planem. Dzisiaj sport jest częścią naszego rodzinnego życia. Dzieci dorastają w świecie wyjazdów, zawodów, gór i treningów. Czasem jest to logistycznie trudne, ale jednocześnie daje nam mnóstwo wspólnych doświadczeń. I chyba właśnie dlatego nie zamieniłabym tego na życie, w którym wszystko byłoby prostsze, ale mniej nasze.
Iwa i Grześ (@para_fit_), aktywni rodzice, biegacze ultra:
Naszym sposobem na to, byśmy oboje mogli trenować, jest współpraca i organizacja. Razem dogadujemy się, kiedy kto trenuje, bo wówczas druga osoba zajmuje się dzieckiem i wyprowadza psiaki, np. zazwyczaj w soboty Grześ biega, Iwa trenuje siłowo w domu, w niedzielę na odwrót. Do pracy (oboje codziennie pracujemy stacjonarnie) jeździmy przez cały rok rowerami, w większość miejsc chodzimy pieszo. 1-2 razy w tygodniu wracamy biegiem z pracy, by zaoszczędzić czas. Oboje jesteśmy ważni i dajemy sobie prawo do treningu, jednak priorytetem jest dla nas czas spędzony z dzieckiem, dlatego maksymalnie staramy się łączyć przyjemne z pożytecznym.

Łączenie sportu z pracą, rodziną i innymi ważnymi dla nas rolami nie zawsze będzie łatwe. Nie ma jednej recepty, która sprawdzi się u każdego. Czasem potrzebne będzie dobre planowanie, czasem pomoc innych, a czasem po prostu odpuszczenie czegoś na chwilę.
Najważniejsze, żeby nie próbować za wszelką cenę udowadniać sobie, że da się zrobić wszystko. Nie wszystko jest słynną “kwestią organizacji”. Zastanów się, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, czego potrzebujesz i co daje Ci energię, zamiast ją odbierać. Trening nie musi być kolejnym obowiązkiem do odhaczenia, ale może być właśnie tym, co pomaga Ci lepiej funkcjonować w pozostałych rolach.
Nie porównuj swojego życia do tego, co widzisz u innych. Każdy ma inne możliwości, potrzeby, wsparcie i etap życia. Czasem uda się zrobić pięć treningów w tygodniu, czasem dwa, a czasem żaden. Elastyczność oznacza umiejętność dopasowania drogi do tego, jak aktualnie wygląda Twoje życie, a nie rezygnację z własnych celów.
tekst: psycholog sportowy, Karolina Bagińska
fotografia: Valeria Ushakova








