Sezon startowy i wakacje zbliżają się wielkimi krokami, a co za tym idzie, więcej wyjazdów i podróży, tych małych i większych. Często towarzyszą nam w nich nasze dzieci, chcemy im pokazywać świat, który nas otacza, ale i naszą pasję. Podróżowanie z dzieckiem ma swoje blaski i cienie. Ile dzieci, tyle historii. Starsze bywają bardziej przewidywalne, ale podróż z dzieckiem do 3. czy 4. roku życia bywa zaskakująca. Maluch w tym czasie bardzo szybko się zmienia i czasem w ciągu paru miesięcy wszystko potrafi wywrócić się do góry nogami. Coś, co jeszcze pół roku było pewniakiem, teraz jest nieakceptowalne. Jak w takim razie zorganizować podróż, by nie zwariować?


 

“Złote zasady”

Każde dziecko jest inne i choć można znaleźć sporo dobrych rad, nie każda będzie pasować do naszej, konkretnej sytuacji. Po naszych różnych doświadczeniach w czasie podróży z dzieckiem, wywnioskowałam 3 najważniejsze zasady:

  • cierpliwość,
  • elastyczność,
  • pomysłowość.

Niestety, najczęściej rady typu: „Ta zabawka na pewno zajmie twoje dziecko na dłuższy czas”, „weź ulubione przekąski, ulubioną zabawkę”, „zabierz coś nowego, czym zainteresujesz małego podróżnika” lub „wybierz lot w czasie drzemki bobas”’, byłyby idealne, ale jak to w życiu bywa, nie jest tak prosto. U nas, podczas 5-godzinnego lotu, choć wypadał idealnie w czasie drzemki naszego prawie dwulatka, bawił się świetnie przez cały czas. Zasnął dokładnie w momencie, kiedy koła samolotu dotknęły pasa startowego podczas lądowania… Cały misterny plan drzemki podczas lotu wyparował. Nie był to jego pierwszy lot, wcześniej był już na lotnisku i nie było to dla niego coś zupełnie nowego.

Z kolei, na jeden z moich pierwszych lotów z synkiem, kiedy leciałam sama, a on miał około dwóch i pół roku, sporą część bagażu podręcznego zajęły: książeczki, naklejki, autka, przekąski, ulubiona maskotka. Ostatecznie przez prawie cały lot bawiliśmy się w chowanie jednego samochodziku i szukanie go przez maskotkę – kangurka. Reszta rzeczy okazała się zbędnych.

Dzieci ćwiczą naszą cierpliwość a w podróży już w szczególności. Długa droga jest nużąca, fotelik ogranicza ruchy. Nic atrakcyjnego, a trzeba tak trochę wysiedzieć. Nie raz plan drogi (zwłaszcza, jeśli jedziemy autem) trzeba zmodyfikować o częstsze lub dłuższe postoje. Kto nie usłyszał w samochodzie „nudzę się” albo nie słyszał jęków w aucie, bo mały skrzat już nie chce siedzieć? Albo w momencie wkładania do fotelika ogromny bunt. To często nieodłączny obrazek podróży z maluchem. Trzeba się czasem nieźle nagimnastykować, jak zająć malucha, by przetrwać drogę. Każdy rodzic wie, jakie to szczęście, kiedy dziecko zaśnie na większą część drogi, a i 15-minutowa drzemka cieszy.

Różne środki transportu

Samochód

To chyba najpopularniejszy i najczęstszy środek transportu. Szczęście, jeśli dziecko od początku dobrze znosi jazdę autem i zazwyczaj śpi, niestety różnie z tym bywa. Niemowlaki dobrze jest wyjąć co 2 lub 3 godziny z fotelika, żeby przebrać pieluszkę, nakarmić i zmienić trochę pozycję. Wyzwaniem bywa podróż z dzieckiem, które zaczęło chodzić. Mam wrażenie, że wtedy zapięcie w foteliku działa jak płachta na byka. Kto chciałby siedzieć, jak dopiero co opanował chodzenie i eksplorację świata na własnych nogach?

Kiedy dziecko jest w stanie przespać w aucie większość część drogi, to dla każdego rodzica jest to ulga, bo można spokojnie przejechać pewien odcinek drogi. Podróż wiąże się zazwyczaj z częstszymi postojami. Im starsze dziecko, tym wachlarz możliwości jest coraz większy. Można oglądać książeczki, śpiewać, zgadywać coś wspólnie lub zaangażować go w oglądanie tego, co jest po drodze: jakie ciężarówki jadą, czy są oświetlone choinki (to na Boże Narodzenie), albo gdzie są wiatraki lub pola rzepaku (w czasie wiosny). Ogranicza nas tylko kreatywność. W czasie podróży samochodem może nam się przydać składany podróżny nocnik, który nie zabiera dużo miejsca, woreczki strunowe, gdy dziecko będzie mieć problem z brzuszkiem oraz organizer na przednie siedzenie, gdzie możemy włożyć zabawki czy picie.

Samolot

Wsiadając do samolotu z małym dzieckiem, nie raz poczułam wzrok współpasażerów, którzy w duchu mieli nadzieję, że siądą jak najdalej od nas. W sumie nie ma się co dziwić, bo lot z płaczącym dzieckiem nie jest niczym miłym, ale rodzice takiego dziecka też nie czują się z tym dobrze. Oni naprawdę robią, co mogą, by uspokoić bobasa i denerwują się, kiedy to nie wychodzi. To może prowadzić do błędnego koła, bo zdenerwowany rodzic to zdenerwowane dziecko.

W samolocie, a zwłaszcza podczas startu i lądowania, warto zadbać o komfort małego podróżnika, chodzi tutaj głównie o uszy. Podczas startu najlepiej, aby dziecko piło z butelki lub z piersi, bo przełykanie może ochronić je przed przytkaniem i bólem uszu. Przy starszym dziecku sprawdziły się nam lizaki. Przed lotem, gdzie mieliśmy zastosować patent z lizakiem, zrobiliśmy symulację startu w domu. Siadanie na fotelu, udawane pasy i lizak, wstać można było dopiero po ok. 10 minutach, mniej więcej tyle samolot potrzebuje na osiągnięcie wysokości. Podczas prawdziwego lotu dziecko już wiedziało, co się będzie działo i współpracowało z nami. Kilka razy używaliśmy też słuchawek wygłuszających, by ograniczyć bodźce zewnętrze. Czasem już na lotnisku było bardzo głośno, nie mówiąc o samolocie, więc dzieciaczek mógł się trochę wyciszyć.

Przed lotem warto sprawdzić konkretne linie lotnicze i ich zasady podróżowania z małymi dziećmi. W ramach biletu zazwyczaj można wziąć wózek lub fotelik samochodowy, który można oddać nawet na płycie lotniska lub wcześniej jako bagaż. Czasem na pokład samolotu można zabrać dodatkową torbę na rzeczy dziecka lub własne płyny. Warto też mieć ze sobą miękkie nosidło, zwłaszcza jeśli oddajemy wózek wcześniej. Plecak z tyłu, dziecko z przodu i można łatwiej się przemieszczać.

Już na lotnisku często są udogodnienia dla rodziców z dziećmi, np. na warszawskim Okęciu są osobne stanowiska nadania bagażu oraz kontrola osobista i wszystko można załatwić w 15 minut. Zdarzyło mi się także spotkać innych uprzejmych podróżnych, którzy widząc rodzica z małym dzieckiem, po prostu nas przepuszczali. Jeżeli podróżujemy we dwójkę i z dzieckiem, to dopiero, gdy lecimy samemu, okazuje się, że czekają nas nowe wyzwania, bo już nawet pójście do toalety to logistyczne przedsięwzięcie, a te w samolocie nie mają za dużo przestrzeni, także może nas czekać mała gimnastyka.

Plusy podróżowania z dzieckiem? Kiedy zdarzy się opóźniony lot i trzeba stanąć w kolejce, żeby przebookować bilet na inne połączenie, to zazwyczaj wpuszczają rodzica poza kolejnością, ale nie życzę nikomu korzystać z tego przywileju. Problemy z lotami, gdy podróżuje się z małym dzieckiem, są bardzo niekomfortowe. Na lotnisku często są małe place zabaw, także warto je odnaleźć. W czasie lotu obsługa w samolocie też jest bardzo pomocna.

Pociąg

Plusem podróżowania pociągiem jest cena i komfort, ponieważ dziecko do 4. lat jeździ za darmo, a ma już swoje miejsce. Jest to wygodny środek transportu, dziecko czuje się w nim w miarę swobodnie, ma sporo przestrzeni. W niektórych pociągach są specjalne rodzinne przedziały, choć nam nie udało się na taki załapać.

Jak ułatwić sobie podróż z dzieckiem?

Czasem, gdy droga była długa lub męcząca (np. kilkanaście godzin w samochodzie, opóźnione samoloty, długie oczekiwanie na lotnisku) zauważyłam, że dziecku łatwiej było znieść pewne trudności, kiedy miało jasny cel, np. zobaczenie statku i morza czy spotkanie z tatą, za którym tęskni. Miałam wrażenie, że już taki 3-latek, a może i trochę młodsze dzieci bardzo dużo rozumieją i pomaga im to przetrwać sytuację, jeśli wiedzą, że na końcu drogi jest jakaś nagroda.

Symulacje nowej sytuacji albo oglądanie filmików mogą trochę przygotować dziecko na to, co go czeka. Lotniska czy dworce kolejowe bywają zatłoczone, głośne, są pewne procedury, przez które trzeba przejść. Pociecha może czuć się zagubiona. Zabawa w startowanie samolotu albo przechodzenie przez bramkę może pomóc maluchowi poradzić sobie w nowej sytuacji.

Gadżety pomocne w podróży

Co warto wziąć ze sobą, jeśli wyjeżdżamy z dzieckiem? Dużo zależy od wieku dziecka, miejsca, do którego podróżujemy, rodzaju transportu czy noclegu. U nas super sprawdziły się:

  • miękkie nosidło (wcześniej chusta), które przydaje się, kiedy maluszek nie chce siedzieć w wózku albo jest zmęczony. Nie zajmuje dużo miejsca, więc zawsze zabieraliśmy je do bagażu podręcznego i ułatwiało nam przemieszczanie się na lotnisku czy dworcu;
  • słuchawki wygłuszające — jeśli jest głośno, to młody chętnie je zakłada, bo hałas jest męczący, a to może dać mu chwilę wytchnienia;
  • składany nocnik — zajmuje mało miejsca i jest wygodny w użyciu;
  • elektryczny spieniacz do mleka — może to być trochę dziwne, ale spieniacz, który podgrzewa mleko, to teraz nasz must have każdego wyjazdu. Nie jest zbyt duży, podgrzewa odpowiednią ilość mleka, nie jest za gorące, nie trzeba go pilnować, można zabrać jeszcze miseczkę i nawet w pokoju hotelowym zrobić dziecku płatki z mlekiem.
  • opaska na rączkę z kontaktem do rodziców — na szczęście jeszcze nie była potrzebna, choć akurat u nas był problem z jej założeniem, natomiast to fajny gadżet, który w sytuacji zagubienia się dziecka może ogromnie pomóc.

Podróżowanie z dzieckiem perspektywy sportowej mamy

Z mojej perspektywy, jako aktywnej sportowo mamy, warto podróżować z dzieckiem. Wcześniej, zanim pojawiło się dziecko, bardzo dużo jeździliśmy w różne miejsca i nie zmieniliśmy naszego stylu życia. Po 6 tygodniach od narodzin naszej pociechy, pojechaliśmy z mężem na zawody biegowe do Karpacza i bardzo się z tego cieszyłam, że jesteśmy tam wszyscy razem. To piękne przeżycie, kiedy rodzic widzi swoje dziecko na mecie albo może z nim na nią wbiec. Choć podróże są teraz bardziej wymagające logistycznie, musimy też brać więcej rzeczy, a pakowanie trwa dłużej, to jestem zadowolona, że nie zrezygnowaliśmy z tego. Bierzemy pod uwagę, by naszemu maluchowi było jak najlepiej, co czasem determinuje miejsce, do którego jedziemy czy środek transport. Ale nie jest to problemem, logistyka sportowca podróżującego z dzieckiem wygląda bardzo podobnie do tego, jak opisałam to wcześniej. Obecnie jes to część naszego życia, którą teraz dzielimy jeszcze z naszym synem. 

Podróże z dziećmi bywają wymagające i czasem trzeba się nagimnastykować. Przy planowaniu, podróży (zwłaszcza samochodem), zawsze warto doliczyć bufor bezpieczeństwa, jakby droga nie szła po naszej myśli. Początki bywają trudne, szczególnie, gdy pakujemy rzeczy nie tylko dla dziecka, ale i sprzęt sportowy. Niemniej z czasem można wypracować swoje schematy i sposoby, jak nie tylko przetrwać ten czas, ale i naprawdę czerpać z niego radość. Wiele rzeczy zmienia się wraz z wiekiem i stają się prostsze. Warto pamiętać, że jedynym pewnikiem w rodzicielstwie jest zmiana.

 

 

Tekst: Barbara Świerc
Fotografie: archiwa prywatne Basi Świerc i Karoliny Bagińskiej