Kiedy masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać… może powinnaś? Ale zamiast wjeżdżać może lepiej się zatrzymać, posłuchać swojego wewnętrznego głosu, który mówi, czego tak naprawdę potrzebujesz. Nasza dzisiejsza bohaterka tego wywiadu właśnie tak postąpiła. Rzuciła (prawie) wszystko i poświęciła się jodze, która sprawia do dzisiaj, że odczuwa w życiu idealny balans. Wywiad z Paulą Wolecką – o tym, co jest naprawdę w życiu ważne.


 

Kiedy i dlaczego pojawiła się pierwsza myśl o zmianie nie tylko profilu zawodowego, ale właściwie całego stylu życia?

Takie zmiany to ewolucja, nie rewolucja – mimo że na zewnątrz mogło to wyglądać inaczej. Pierwszy raz pomyślałam o tym, żeby zrezygnować z etatu i pracować “na swoim” w pandemii, kiedy pracowałam z domu i zyskałam sporo czasu dla siebie, gdy nie musiałam codziennie dojeżdżać do pracy. Bardzo dużo praktykowałam wtedy jogę. Pojawiły się myśli o tym, że chciałabym się w tej praktyce rozwijać i marzenie o kursie nauczycielskim. Ale to nie jest tak, że pewnego dnia postanowiłam: teraz już nie będę ekspertką od PR-u, teraz to będę nauczycielką jogi. Nie. Dojrzewała we mnie decyzja ogólna: o tym, że chcę robić SWOJE rzeczy, zamiast ciągle pracować na kogoś. Że chcę pracować mniej. Że chcę żyć wolniej i bardziej uważnie. To, że akurat teraz uczę jogi, jest konsekwencją tego pragnienia, ale nie oznacza, że teraz będę już zawsze robić tylko to. Mam też inne plany, talenty, możliwości, ale wracając do tematu…

Byłam już bardzo zmęczona tym, że w branży mediów i PR-u, środowisko, tryb tej pracy, wszystkie czynniki zewnętrzne bardzo utrudniają życie w większym spokoju. Rzadko kiedy mogłam tak po prostu wyłączyć telefon i niczym się nie przejmować przez kilka dni. W “Diabeł ubiera się u Prady” jest taka scena, gdy główna bohaterka rzuca pracę, a razem z nią swój telefon do fontanny. Ach, jak ja fantazjowałam o zniszczeniu swojego telefonu. Wielokrotnie. To był oczywiście jeden z sygnałów wypalenia. Nie byłam bohaterką, girl boss, która z dnia na dzień postanowiła zmienić swoje życie i płynęła ku stanowi zen na kolorowej tęczy. Byłam bardzo zmęczoną kobietą, która uświadamiała sobie, że jak czegoś nie zmieni, to może całkowicie się rozsypać. I krok po kroku, przez wiele lat, podążałam już w innym kierunku, odkrywając stopniowo, czego pragnę, podejmując kolejne decyzje na bieżąco. Tylko z zarysem planu, bo takich zmian nie da się zaplanować od A do Z.

Jak długo dojrzewała w tobie decyzja o zakończeniu kariery w PR?

Długo. Około 2019 roku pierwszy raz zadałam sobie pytanie: kim jestem, kiedy nie jestem PR-owcem? Praca była całym moim życiem i prawie całą tożsamością. To zmieniło się dopiero, kiedy trafiłam na terapię, mierząc się z wypaleniem i wyczerpaniem.

Co w tym procesie zmiany było dla ciebie najtrudniejsze?

To, że nie na wszystko miałam wpływ. Że w takim procesie zmian często trzeba nauczyć się odpuszczać kontrolę, bo nie da się zaplanować wszystkiego w najmniejszych szczegółach. Trzeba uczyć się odpuszczać i naprawdę płynąć z prądem. Mimo, że to bywa przerażające.

Jakie emocje ci w tym czasie towarzyszyły i jak sobie z nimi poradziłaś?

Głównie lęk. Naprawdę bardzo duży i obezwładniający. Nie wiem, czy poradziłabym sobie bez mojego męża. Najważniejsze było dla mnie jego wsparcie, wsparcie moich przyjaciół i najbliższych mi osób z rodziny. A także to, że byłam i jestem w procesie terapii.

Dlaczego joga? Co wyjątkowego ci daje, dlaczego właśnie na niej budujesz teraz swoją codzienność?

Mam na ścianie taki kolaż, który zrobiłam na początku 2025 roku, z cytatem: Joga to dla mnie właśnie powrót do prostoty, do naturalności bez wysiłku, do rozwiązań, które są w nas samych. Niestety nie pamiętam jego autorki. Te słowa pięknie oddają filozofię jogi. Uczy nas ona akceptacji tego, jak jest – najpierw w ciele, gdy odkrywamy swoje ograniczenia, słabości, napięcia, a potem w głowie i w sercu, gdy zaczynamy zauważać swoje emocje, myśli, przekonania. Joga uczy nas szukać swojej wewnętrznej prawdy i rozwiązań w naszym wnętrzu. W całej tej “hustle culture”, którą w Polsce nazywamy wyraziście “kulturą zapierdolu”, nawet z odpoczynku i self-care zrobiliśmy kolejny punkt na liście zadań. Ciągle się rozwijamy, słuchamy podcastów, czytamy poradniki, a tak rzadko zaglądamy do swojego wnętrza, siadamy w ciszy, z ręką na sercu i próbujemy usłyszeć siebie. Tego właśnie uczy nas joga. Bycia w ciszy, też w bezruchu, często w dyskomforcie, który powie nam dużo więcej niż kolejny rozwojowy podcast. Daleka jestem od uważania, że joga jest lekiem na wszystko, ale dla mnie stanowi uzupełnienie mojego rozwoju jako człowieka czy procesu terapii. Uczy uważności, bycia bliżej siebie i słuchania swojego wewnętrznego głosu. A ten często mówi do nas przez ciało, które jest mądrzejsze niż nam się wydaje, przez szereg odczuć, wrażeń, objawów. Praktykując jogę i uważność, ciężko je ignorować czy odciąć się od nich i żyć na autopilocie.

Jaka jest twoja definicja równowagi?

Życie w równowadze to dla mnie czasem subtelny, a czasem całkowicie szalony taniec pomiędzy działaniem a brakiem działania. Pomiędzy mobilizacją, pracą, tworzeniem a nic nie robieniem i odpoczywaniem. Nie bez powodu uczę głównie YIN jogi, nawiązującej do taoistycznej filozofii yin i yang. W życiu potrzebujemy różnych, przeciwstawnych sobie energii. Zimna i ciepła. Działania i lenistwa. Ruchu i bezruchu. Mocnego treningu i delikatnej relaksacji. Równowaga nie jest stanem docelowym i trwałym. To raczej ciągły taniec pomiędzy tymi energiami. Odnajdywanie tego, czego potrzeba mi w danym momencie. A czasem przydarza nam się życie, ogromny stres, nieszczęścia, nad którymi nie mamy pełnej kontroli. I wtedy też możemy snuć ten taniec – szukać uważności. Ja, przykładowo, przeżywając ogromny realny strach o swoje zdrowie w ubiegłym roku, odkrywałam w momentach największego stresu, że zamiast głębokiej relaksacji w jodze nidrze, potrzebuję przytulić się do mojego męża i poprosić o jego wsparcie. Że nie ze wszystkim poradzę sobie sama. Życie w równowadze to dla mnie właśnie takie małe decyzje, podejmowane w codziennym życiu, a nie jakieś doniosłe kroki i recepty, jak medytować godzinami i osiągać stan zen.

Z czego czerpiesz motywację? Kto lub co cię inspiruje?

Staram się głównie ze swojego wnętrza. Bo nie ma nic silniejszego niż wewnętrzna motywacja. Przez lata kierowałam się tym, co zdobywałam na zewnątrz i często nieświadomie starałam się zadowalać świat zewnętrzny. Teraz odkrywam, jak dla odmiany usatysfakcjonować samą siebie. Czerpię więc motywację z własnych marzeń i pragnień, odkrywając je na nowo. Wracam do początków. Do tego, co pasjonowało młodszą Paulę, zanim rzuciła się w wir kariery.

Kim dziś jest Paula Wolecka?

Po prostu Paulą. Niedoskonałą, trochę szaloną. Szukającą integralności w życiu, integralności pomiędzy tym, co myślę, robię i mówię, jak żyję i pracuję. Żeby móc być po prostu sobą i w zgodzie ze sobą żyć. Tak, żeby na starość nie żałować, że za dużo pracowałam, że nie spełniałam swoich marzeń, że za mało dbałam o ważne dla mnie relacje. Że lęk powstrzymywał mnie przed działaniem. Że byłam ciągle taka poważna i poukładana. Nie jestem poważna. Deal with it (śmiech).

Co byś powiedziała sobie samej sprzed 5 lat?

Wszystko będzie dokładnie tak, jak ma być. Zaufaj swojej ścieżce i sobie. Ufaj, że wszystko się ułoży.

…a w jakim miejscu widzisz siebie za rok o tej samej porze?

Nie wiem i ta niepewność – oprócz tego, że czasem przerażająca – potrafi być też ekscytująca. W ostatnich latach uświadomiłam sobie, że moje poukładane życie, kariera zawodowa pełna sukcesów, ale też nadgodzin, kalendarz wypełniony przez kilkanaście lat po brzegi – to były próby uzyskania pełnej kontroli nad moim życiem. Sęk w tym, że taka pełna kontrola jest złudna. Mam wpływ i sprawczość w wielu obszarach. Ale wciąż tak wiele – zdrowie, bieg wydarzeń, wszystko, co po prostu nam się przydarza jak wypadki, choroby, różne trudności – jest w dużej mierze poza moją kontrolą. Mam kontrolę nad tym, jak na to, co się przydarza, reaguję, ale też nie do końca. Bo nie mam kontroli nad tym, że w pewnym momencie może mi po prostu zabraknąć sił, mogę się załamać. To część bycia człowiekiem i za rok chciałabym umieć akceptować to, że częścią bycia człowiekiem jest zmęczenie, słabość, niedoskonałość.

W ostatnim czasie na ciężką chorobę zmarła kobieta, której nie znałam osobiście, a bardzo ją podziwiałam za działalność i za przekaz, którym się dzieliła. To nieszczęście uświadomiło mi po raz kolejny, że można żyć zdrowo, w zgodzie ze sobą, mieć wspaniałą dietę, ruch, medytować, praktykować uważność – a ciągle zapaść na ciężką chorobę, która nie wybiera i nie jest sprawiedliwa, może przydarzyć się każdemu. Ciągle warto dbać o siebie, aby móc żyć pełnią życia. Ale mam wrażenie, że takie prawdziwe uświadomienie sobie własnej kruchości i pozbycie się fantazji o kontroli, pozwala nam to życie przeżywać pełniej, uważniej, czerpiąc z naprawdę każdej chwili i doceniając to, co naprawdę w życiu ważne. I żeby nie było: to chyba nauka na całe życie.

Mam marzenia, cele – oczywiście. Gdy mowa o nich, to za rok o tej porze chciałabym trzymać w ręku umowę na wydanie mojej powieści. Będę pracować na to, żeby to się ziściło z pełną akceptacją, że jeśli się nie uda – ciągle będę tą samą, tak samo wartościową Paulą. W której życiu są rzeczy ważniejsze niż praca. Która nie musi ROBIĆ, żeby zasługiwać. Może po prostu BYĆ.

 

Paula Wolecka – przez kilkanaście lat pracowała jako, najpierw dziennikarka i copywriterka, a potem ekspertka PR-u, m.in. przez 4 lata była PR managerką Igi Świątek. W 2025 roku zrobiła sobie całkowitą przerwę od pracy, a potem zaczęła uczyć jogi, medytacji i uważności. Postanowiła, że na tym etapie swojego życia chce pomagać ludziom żyć nieco wolniej, spokojniej i uważniej dzięki yin jodze, jodze nidrze, technikom oddechu i relaksacji. Oprócz tego pisze książki (pracuje nad wydaniem debiutanckiej powieści Young Adult), przytula drzewa i wpatruje się w strumyki, morza i jeziora, zbiera ładne kamienie, lubi uczyć się nowych rzeczy, czytać oraz ruszać się dla przyjemności: na siłowni, na stoku narciarskim, w rękawicach bokserskich czy na sali do tańca. Z wykształcenia jest polonistką i specjalistką ds. PR, jej wcześniejsza praca zawodowa była nagradzana branżowo, wykładała personal branding na uniwersytecie i występowała jako prelegentka na konferencjach biznesowych.

Instagram, podcast WOLĘ SPOKÓJ.

 

 

Rozmawiała: Sylwia Wojtowicz
Sesja zdjęciowa dzięki uprzejmości Joga Centrum