Dziś realizuje kolejne sportowe cele i rywalizuje na najwyższym poziomie. Jak podkreśla, największym sukcesem wciąż pozostaje dla niej to, że nadal potrafi cieszyć się bieganiem tak samo, jak na początku. Rozmowa z Elą Glinką, zwyciężczynią Pucharu Europy na 10 000 metrów, rekordzistką Polski na dystansie 10 kilometrów i jedną z najlepszych polskich biegaczek długodystansowych. 


 

Jak zaczęła się twoja przygoda z bieganiem?

Sport był obecny w moim życiu właściwie od zawsze, choć początkowo bardziej jako naturalna aktywność niż ukierunkowany trening. Już w szkole podstawowej i gimnazjum brałam udział w zawodach szkolnych – biegach przełajowych, na bieżni, ale też we wszystkich możliwych sportach zespołowych. Byłam bardzo aktywnym i zwinnym dzieckiem, ale warto zaznaczyć, że całe przygotowania sportowe odbywały się w ramach lekcji WF-u – nie mieliśmy klubu sportowego, czy profesjonalnego treningu w ramach zajęć pozalekcyjnych. Później, w liceum, sportu było już trochę mniej, były inne priorytety. Na studiach grałam w siatkówkę w AZS, a bieganie czy rower pojawiało się intuicyjnie – wtedy, kiedy po prostu miałam ochotę. Do regularnego biegania wróciłam, kiedy zaczęłam pracę zawodową jako inżynier budowy, a do powrotu namówił mnie mój kierownik budowy, Michał. Wiedział, że w naszej pracy aktywność fizyczna pomaga zachować równowagę i zadbać nie tylko o zdrowie, ale też o głowę. 

Zaczęłam biegać regularnie: 2-4 razy w tygodniu. To były luźne treningi, bez planu i bez presji. Biegałam przede wszystkim dla siebie i dla zdrowia. Oczywiście nie zawsze było idealnie – były momenty motywacji, ale i takie, kiedy wybierałam kanapę zamiast treningu . Z czasem jednak bieganie stało się moją codziennością i ważną częścią życia. Przełomem okazało się zaproszenie od przyjaciółki, Karoli, na trening grupy adidas Runners Warsaw. Na początku, klasycznie, kilka razy znalazłam wymówkę, ale w końcu poszłam  i to był moment, w którym po raz pierwszy zetknęłam się z treningiem biegowym. Wkręciłam się na dobre. Z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc forma rosła, a do tego poznałam super ludzi, z którymi mogliśmy wspólnie trenować, napędzać się do działania i planować starty w Polsce i za granicą. Warto dodać, że miałam też swój etap fascynacji biegami górskimi. Od liceum kochałam góry i spędzałam w nich dużo czasu, więc naturalnie połączyłam te dwie pasje. Starty w górach dawały mi ogromną satysfakcję i do dziś wspominam je z dużym sentymentem.

Czy pamiętasz swoje pierwsze starty?

Mój pierwszy start, poza zawodami szkolnymi, to był Bieg Charytatywny Karczemki. Co ciekawe, od razu udało mi się go wygrać. Do dziś mam przepiękny medal z tego pierwszego startu – ręcznie wykonany przez dzieci i to jedna z tych pamiątek, które mają dla mnie wyjątkową wartość. Jeśli chodzi o większe imprezy, jednym z pierwszych był Bieg Powstania Warszawskiego w 2018 roku. Namówił mnie na niego wspomniany wcześniej kierownik budowy i tak zaczęła się moja przygoda z „większymi” startami. Później były edycje charytatywnego biegu Poland Business Run, a także Bieg Niepodległości. Spróbowałam też biegów górskich: pierwsza edycja Bieg Zbója czy Baran Trail Race. Każdy z tych startów był dla mnie niesamowitym przeżyciem i każdy zostawił wartościowe wspomnienia.

Który start do tej pory najbardziej zapadł ci w pamięci i dlaczego?

Trudno mi wskazać jeden start, który najbardziej zapadł mi w pamięci, bo każdy był dla mnie wyjątkowy i każdy niósł piękne emocje. Oczywiście pobicie rekordu Polski, biegi rangi Mistrzostw Polski czy zwycięstwa w dużych półmaratonach dają ogromną satysfakcję. Równie mocno pamiętam emocje z tych pierwszych biegów, kiedy debiutowałam na długich dystansach czy próbowałam swoich sił w górach. Wtedy byłam z siebie dumna, że przekraczam swoje granice, że robię coś dla siebie. Szczególnie wspominam bieg charytatywny Rak’n’Roll, gdzie razem z moimi dwoma przyjaciółkami zdobyłyśmy Koronę Gór Warszawy, zrobiłyśmy coś dobrego i spędziłyśmy miło dzień.

Jak wspomniałaś pojawił się trening. Jak wyglądały początki, a jak teraz, jeśli chodzi o trenowanie?

Tak, pierwszy kontakt z treningiem biegowym miałam na wspomnianych zajęciach grupowych z adidas Runners Warsaw. Zostałam wprowadzona w świat interwałów, progów, podbiegów itp. Było to dla mnie bardzo interesujące i z treningu na trening – oczywiście w swoim tempie – czułam progres. Wkręciłam się w trening, dużo czytałam czy rozmawiałam z trenerami, po czasie zaczęłam dopasowywać treningi pod siebie i miałam widoczne efekty na startach – takim sposobem doprowadziłam się na poziom 36 minut na 10 km. W tamtym czasie znałam już Mikołaja Raczyńskiego. Bardzo dobrze nam się rozmawiało, nie tylko o bieganiu, ale też o podejściu do sportu, treningu i rozwoju. Z czasem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że jeśli ktoś ma prowadzić mój dalszy trening, to właśnie on. Tak zaczęła się nasza współpraca, która trwa do dziś. 

Cały czas się rozwijamy, progresujemy i realizujemy kolejne cele. To, co może być zaskakujące dla innych biegaczy, to że w bieganiu nigdy nie byłam osobą, która obsesyjnie skupia się na danych i cyfrach. Oczywiście analizuję rozpisany mi trening, wyciągam wnioski i rozumiem proces, ale dla mnie najważniejsze zawsze były intuicja, samopoczucie i umiejętność słuchania własnego organizmu. Do dziś uważam, że w sporcie nie da się wszystkiego zamknąć w liczbach i tabelach. Trzeba zostawić też przestrzeń na samopoczucie, czucie siebie i radość z samego biegania.

Niedawnym tematem miesiąca w naszej redakcji była periodyzacja. Jak to u ciebie wygląda? Czy tutaj Mikołaj jako trener przejmuje rolę?

Jeśli chodzi o periodyzację i planowanie mojego treningu biegowego, to główną rolę odgrywa Mikołaj. To on układa cały proces i czuwa nad tym, żeby wszystko prowadziło do konkretnego celu. Zawsze zaczynamy od wyznaczenia startów docelowych, planujemy je wspólnie z dużym wyprzedzeniem. Później cały cykl treningowy jest podporządkowany tym założeniom oraz moim aktualnym możliwościom i dyspozycji. Oczywiście sport nie zawsze da się zamknąć w sztywnym planie. Zdarzają się momenty, kiedy trzeba wprowadzić zmiany czy skorygować założenia i wtedy reagujemy na bieżąco. Myślę, że właśnie ta elastyczność jest bardzo ważna – umiejętność słuchania organizmu i dopasowania treningu do tego, co się aktualnie dzieje w naszym życiu. Ja z kolei staram się w pełni realizować plan i dawać Mikołajowi najlepszą informację zwrotną. Współpraca i zaufanie są kluczowe w osiąganiu wyników.

Co daje ci bieganie poza wynikami i sportową rywalizacją?

Bieganie jest dla mnie czymś znacznie więcej niż tylko sportem – jest stylem życia i pasją. Zawsze podkreślam: uwielbiam biegać i uwielbiam sport – niezależnie od poziomu, na którym byłam czy jestem. Bieganie jest dla mnie niezwykle istotne z punktu widzenia zdrowia i dobrego samopoczucia, ale też dzięki bieganiu poznałam fantastyczne osoby, nawiązałam wartościowe relacje, zwiedziłam biegowo piękne miejsca. Bieganie otworzyło mnie na ludzi z zupełnie innych środowisk, z innymi historiami, doświadczeniami i spojrzeniem na życie.

Jakie są w takim razie twoje kolejne plany startowe?

Obecnie starty na ulicy zamieniłam na bieżnię lekkoatletyczną, bo w tej części sezonu skupiam się przede wszystkim na biegu na 10 000 metrów. Moim głównym celem jest uzyskanie minimum na Mistrzostwa Europy w Birmingham. Najbliższy ważny start to 23 maja – będę reprezentować Polskę podczas Pucharu Europy. To będzie kolejna szansa, żeby powalczyć o kwalifikację na imprezę docelową. Mam też już wypełnione minimum na Mistrzostwa Świata w Biegach Ulicznych na dystansie półmaratonu, więc jesień zapowiada się równie ciekawie.

Co dziś powiedziałabyś sobie sprzed kilku lat, kiedy dopiero zaczynałaś biegać?

To jedno z tych pytań, na które naprawdę trudno mi odpowiedzieć, bo patrząc z perspektywy czasu, chyba niewiele bym zmieniła. Oczywiście, kiedy zaczynałam, nie zakładałam, że przyjdą rekordy Polski, tytuły czy starty na tak wysokim poziomie. Na tamtym etapie niczego mi nie brakowało, cieszyłam się samym procesem i to było najważniejsze. Jeśli miałabym coś sobie powiedzieć, to chyba tylko jedno: żeby nigdy nie odkładać swoich pasji na później i zawsze znajdować czas dla siebie. Bieganie nauczyło mnie, że można realizować się na wielu polach, a sport daje nie tylko wyniki, ale też zdrowie, siłę, pewność siebie i ogromną wolność. Z perspektywy czasu myślę, że czasem jedna mała decyzja np. wyjście na pierwszy trening czy dołączenie do grupy biegowej – może stać się początkiem czegoś nowego.

Jakie rady chciałabyś przekazać dziewczynom, które chciałyby zacząć biegać?

Chciałabym, żeby każda kobieta pamiętała, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć i zrobić coś dla siebie. Jeśli czujesz, że chcesz się ruszać, biegać albo po prostu zadbać o siebie – to po prostu zacznij. Nie czekaj na idealny moment, bo on nigdy nie przychodzi. Naprawdę warto znaleźć, choć chwilę tylko dla siebie. Np. wyjść, przebiec pierwszy kilometr, sprawdzić, jak się z tym czujesz, poczuć endorfiny, a potem spróbować jeszcze raz. Bez presji, bez porównywania się do innych i bez narzucania sobie wielkich oczekiwań na początku. Moja historia jest tego dobrym przykładem. Zaczęło się bardzo niewinnie – od zwykłego biegania dla siebie – a dziś jestem rekordzistką Polski i osiągam wyniki, o których kiedyś nawet nie myślałam. To pokazuje, że czasem jedna decyzja może otworzyć drogę do rzeczy, których w ogóle się nie spodziewamy. Dlatego chciałabym powiedzieć: dajcie sobie szansę. Nie zniechęcajcie się, nie oceniajcie siebie zbyt szybko. Szukajcie w sporcie przyjemności, bo ruch naprawdę daje siłę, wpływa na zdrowie i na samopoczucie.

 

Ela Glinka – zwyciężczyni Pucharu Europy na 10 000 metrów, rekordzistka Polski na dystansie 10 kilometrów i jedna z najlepszych polskich biegaczek długodystansowych. 

 

 

Rozmawiała: Magdalena Bryś
Fotografia: Ewa Świerczewska