W tym roku zawitała do nas prawdziwa zima. Taka ze śniegiem i mrozem. Jedni się cieszyli, inni nie byli zbyt zadowoleni. Z jednej strony takie warunki dają sporo możliwości, z drugiej bywają wymagające. Dla mamy, która uprawia zimowy sport na wysokim poziomie jest wyzwaniem czy raczej okazją do spędzenia świetnego czasu z dzieckiem? Zapytaliśmy jedną z olimpijek, jak tą, intensywną treningowo część roku, godzi z macierzyństwem.
Należę do grona osób, które lubią zimę w śnieżnej odsłonie. Gdy dzień jest krótki a dookoła śnieg, łatwiej wyjść z dzieckiem na sanki, na lokalną górkę, niż w szaro bury dzień iść na opustoszały plac zabaw. Zima z dzieckiem to może być wspaniały czas, tylko trzeba się do tego przygotować. Już z kilkumiesięcznym maluchem jeździliśmy na biegówki, gdzie młody siedział w przyczepce, a my mogliśmy korzystać z tras biegowych. Tak jest do dzisiaj, choć coraz więcej czasu synek spędza na swoich nartach. Daje to nam szansę spędzenia wspólnego czasu na świeżym powietrzu, wykonania treningu, a niektórzy robią go z dodatkowym obciążeniem (czytaj: mój mąż, Marcin Świerc). Dzięki temu nie ma między nami takiej różnicy w szybkości i spokojnie możemy jechać razem. Nasze dziecko pokochało zimę całym sercem. Narty biegowe czy zjazdowe są już osiągalne dla kilkulatka. Na zjazdówkach, kiedy dziecko ma zajęcia z instruktorem, w tym czasie rodzic może spokojnie pojeździć. Okazało się to dobrym rozwiązaniem dla każdego.
Zima to nie tylko narty. Sanki pozwalają zrobić zimą dłuższą wycieczkę w górach. W lecie maluch musi przejść trasę na własnych nogach (ewentualnie w nosidle, jeśli lubi i jeszcze się mieści), co jest dość ograniczające. Sanki dają możliwość zrobienia nawet kilkunastu kilometrowej wycieczki. A kiedy małe nóżki są zmęczone, wskakują na wspomniane sanki. W plecaku ciepłe kakao na rozgrzanie i mamy piękny dzień w górach.
Jak radzi sobie mama, która zawodowo uprawia zimowy sport? Zapytałam Iwonę Januszyk – skilapinistkę, olimpijkę – czy jej dziecko kocha zimę tak samo jak ona i jak spędzają ten czas w roku.
Oto, co mi odpowiedziała:
Niestety w zimę mamy zdecydowanie mniej czasu razem, niż pozostałą część roku, za to staramy się go wykorzystać na 100%. Kiedy wyjeżdżam na obozy treningowe lub zawody, Michałek jest z moimi rodzicami. Dzięki temu ma zapewnioną codzienną rutynę, która sprzyja poczuciu bezpieczeństwa, a także codzienną dawkę ruchu, gdyż moi rodzice są bardzo aktywnymi osobami. Jeżeli tylko warunki pozwalają, to lecimy na sanki – niedaleko domu, na Dębowiec i zabawa jest przednia, bo często spotykamy też tam dużo znajomych. Michałek bardzo lubi też lepienie bałwana, a ja bardzo żałuję, że zimy nie są już takie, jak kiedyś i przez to wciąż nie udało nam się wspólnie zbudować igloo. Jeżeli chodzi o narty, to tego jest zdecydowanie mniej – głównie dlatego, że akurat mój synek nie złapał (jeszcze) bakcyla, więc na razie są to górki z wyciągami taśmowymi. Czasami, gdy jest za długa kolejka do wyciągu, to po prostu zakładam skitury i sama wyciągam go na górkę. Mam czasami wrażenie, że lubi to bardziej, niż samą jazdę. Oczywiście na przerwie musi być gorąca czekolada lub inne smakołyki. Mam też uważność na to, że takie maluchy szybko się nudzą i coś takiego, jak lekcje, u mnie akurat nie wchodzą w grę. Wszystko opieram na zabawie i cieszeniu się z tego czasu razem po prostu. Jak był malutki, to zabierałam go na skitury w nosidełku, ale dzisiaj to już byłby poważny trening siłowy. Kiedy nie jesteśmy w górach, to zimowy spacer i wojna na śnieżki sprawdzają się najlepiej!
Sanki, narty czy lepienie bałwana – będę miała problem znaleźć zdjęcia z tych aktywności, gdyż podczas zabawy z dzieckiem trzymam się zasady – zero telefonu! Czas dla dziecka jest dla mnie święty i chcę, żeby cała moja uwaga była poświęcona właśnie jemu. Nie chcę go „pchać” w żaden konkretny sport, ale zależy mi na wytworzeniu zdrowych nawyków i tego „głodu” ruchu. Z tego powodu w dużej części pozwalam mu wybrać, na jaką aktywność ma ochotę. Jeżeli śnieg i pogoda nie dopisuje zastępujemy zewnętrzne aktywności wycieczkami na basen czy do aquaparku. Powiem jeszcze szczerze, że ta zima była bardziej prawdziwa, gdy mieszkaliśmy w Zakopanem, bo tam dużo więcej śniegu, a co za tym idzie, więcej zabawy.
Zima to piękny czas, choć bywa wymagający to warto z niej skorzystać, szczególnie z rodziną. Śnieg daje naprawdę sporo możliwości by spędzać czas razem na zewnątrz. Każda pora roku ma jakieś swoje zalety. A teraz czekamy na wiosnę, bo ta zdaje się, że jest już tuż za rogiem!
tekst: Barbara Świerc
fotografie: archiwum prywatne Iwony Januszyk
