Na przestrzeni lat nauczyliśmy się postrzegać sukces w sporcie ultra w kategorii liczb. Liczymy przewyższenia, czas na mecie, kilometry, kolejne rekordy życiowe i tygodniową objętość treningową. Dodatkowo coraz częściej monitorujemy jakość snu, gotowość do wysiłku czy zmienność rytmu serca. Dane te są wartościowym źródłem informacji i pomagają w planowaniu treningu. Ale nie udzielają odpowiedzi na jedno z kluczowych pytań: czy to, jak trenuję dziś, pozwoli mi cieszyć się sportem za 10, 20 lat?
Wyobraźmy sobie dwie zawodniczki. Obie są dobrze przygotowane, osiągają podobne wyniki i podobnie ciężko pracowały na swój sukces. Ale 8 lat później jedna nich nadal z entuzjazmem wychodzi na trening i planuje kolejne starty, a druga coraz częściej walczy z bólem i myślą, czy jej ciało wytrzyma kolejny sezon startowy. Co spowodowało, że ich ścieżki tak odmiennie się potoczyły? Odpowiedź kryje się w codziennych decyzjach, które na przestrzeni lat uszczuplały bądź budowały rezerwy biologiczne organizmu.
I tutaj pojawia się właśnie pojęcie sportowego longevity. Nie opiera się ono na odnalezieniu klucza do wiecznego zdrowia ani na pokonywaniu kolejnych rekordów. Chodzi w nim o coś niezwykle prostego i praktycznego. O zachowanie zdolności regeneracyjnej, sprawności układu ruchu i witalności przez wiele lat. Ponieważ największym sukcesem z perspektywy fizjoterapii nie jest ukończenie jednego trudnego biegu, tylko możliwość bezpiecznego trenowania przez wiele sezonów.
Wynik jest momentem, tkanki pamiętają wszystko
W sporcie dobry wynik sportowy najczęściej utożsamiamy z równie dobrym poziomem zdrowia. Jednak organizm pracuje według własnych zasad, a osiągnięty rezultat na mecie pokazuje jedynie dyspozycję organizmu w danym dniu. Nie mówi nam on nic o cenie, jaką poniosły tkanki, aby ten cel zrealizować.
Organizm ludzki przez długi czas może kompensować gromadzące się obciążenia, nim pojawią się objawy przeciążenia. Jest to wynikiem niezwykłej zdolności do adaptacji układu ruchu. Z tego też powodu wielu sportowców pojawia się w gabinecie fizjoterapeutycznym. Celem wizyty nie jest silny urazu, ale odczucie dyskomfortu, że “coś jest nie tak, jak powinno”. Nie towarzyszy temu ból, ale obserwacja, że czas regeneracji trwa dłużej, nogi podczas biegu wydają się cięższe, poranna sztywność utrzymuje się dłużej, a wyjście na treningi przestało dawać to poczucie lekkości.
W sporcie wytrzymałościowym największe problemy rzadko pojawiają się nagle. Rozwijają się po cichu, dlatego nie można ignorować żadnych z objawów. W fizjoterapii sportowej patrzymy na takie sygnały, jak na pierwsze czerwone flagi, informujące o wyczerpywaniu się zdolności adaptacyjnych.
Organizm nie prowadzi oddzielnych rachunków
Jednym z mitów w środowisku sportowym jest myśl, że zmęczenie organizmu pochodzi jedynie z treningu. Z fizjologicznego punktu widzenia, ciało człowieka nie rozróżnia stresu wywołanego mocnym treningiem od stresu związanego z obowiązkami rodzinnymi, pracą, nieprzespaną nocą lub infekcją.
Łatwym sposobem jest potraktowanie idei sportowej longevity jako biologicznego konta oszczędnościowego. Każda jednostka treningowa to wypłata z tego konta, a wraz ze wzrostem intensywności i objętości treningu rośnie też cena biologiczna. I nie ma nic złego w takich “wydatkach”, ponieważ dzięki nim organizm otrzymuje nowy sygnał do adaptacji.
Kłopot pojawia się wtedy, gdy pomijamy wpłaty. Czyli dobry sen, adekwatna podaż energetyczna, dobrze zaplanowana regeneracja, czas przeznaczony na odbudowę zasobów energetycznych. Nawet najlepiej zaplanowany trening nie da oczekiwanych rezultatów, jeśli organizm nie będzie miał z czego finalizować procesów naprawczych. Dlatego też dwie zawodniczki realizujące taki sam plan treningowy mogą mieć całkowicie odmienne reakcje i rezultaty. Organizm nie rozdziela obciążeń “codziennych” i “sportowych”. Wszystkie czerpią z zasobów tej samej puli, dlatego o sukcesie nie decyduje tylko liczba kilometrów, ale całkowite obciążenie, z którym organizm się zmagał.
Wydolność organizmu rośnie szybciej niż odporność tkanek
Dysproporcja w tempie adaptacji poszczególnych układów człowieka jest jedną z najczęstszych przyczyn przeciążeń. Układ krążeniowo-oddechowy adaptuje się dosyć szybko w odpowiedzi na trening. Wystarczy kilka tygodni i możemy biegać dłużej, szybciej i z mniejszym wydatkiem energetycznym.
Więzadła, kości, chrząstki czy ścięgna nie nadążają za tym tempem. Tkanki podporowe potrzebują do tego nieco więcej czasu, aby wydłużyć swoją wytrzymałość. Sama przebudowa włókien kolagenowych i okres adaptacji do nowych obciążeń to reakcje, które potrzebują kilku miesięcy.
Z tego powodu sama poprawa wydolności organizmu może być zaskakującym momentem podnoszącym ryzyko przeciążenia. Organizm może czuć, że “forma wzrasta”, podczas gdy tkanki nie są gotowe na przyjęcie tak dużych obciążeń treningowych. Z punktu widzenia fizjoterapii podstawowym i najważniejszym elementem treningu jest spokojne pozwolenie tkankom na adaptację, a nie maksymalizacja predyspozycji wysiłkowych.
Kontuzja jest ostatnim rozdziałem historii
W gabinecie fizjoterapeutycznym sporadycznie spotyka się sportowców, u których dolegliwości bólowe pojawiły się bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń. Rozwijają się one stopniowo. W wywiadzie najczęściej okazuje się, że od dawna pojawiały się delikatne symptomy ostrzegawcze, jak dyskomfort podczas aktywności, ograniczona ruchomość stawu czy poranna sztywność.
Tak organizm sportowca próbuje się chronić i rozwiązać swój problem samodzielnie poprzez zmianę wzorca ruchowego. Zmianie może ulec również napięcie mięśniowe, które prowadzi do szeregu kompensacji w ciele. Na początku dają one możliwość utrzymania aktywności fizycznej, które wraz z ubiegiem czasu prowadzą do przeciążeń.
Dlatego tak ważne jest w fizjoterapii, aby wyłapywać te subtelne objawy. Ponieważ im wcześniej zostaną one zauważone, tym większa szansa na odwrócenie tego procesu bez konieczności przerwania treningu.
Fizjoterapia to inwestycja, a nie naprawa
Obecnie rola fizjoterapeuty coraz częściej polega na monitorowaniu jakości funkcjonowania układu ruchu, a nie walce z dolegliwościami, które już uniemożliwiają trening.
Podczas wizyty oceniamy m.in. zakres ruchomości, siłę mięśniową, tolerancję tkanek na obciążenia. Pozwala nam to na wczesne wychwycenie zmian, zanim pojawi się ból. Dzięki tej wiedzy można skorygować plan treningowy, uzupełnić go o odpowiednie ćwiczenia lub zmienić metody regeneracji, kiedy ciało ma nadal spory potencjał do adaptacji.
Jest to zmiana sposobu postrzegania fizjoterapii. Walczymy o budowanie rezerw funkcjonalnych organizmu, a nie tylko zwalczamy urazy i kontuzję. Im większe zasoby, tym większa odporność na obciążenia, które w sporcie i codziennym życiu są nieuniknione.
Longevity buduje się po treningu
Dla niektórych w dalszym ciągu zaskakujący jest fakt, że forma nie buduje się podczas treningu. Trening jest jedynie bodźcem, a rzeczywista adaptacja rozpoczyna się po jego zakończeniu. I dotyczy ona regeneracji, snu, odpoczynku, odżywiania.
To właśnie w tym czasie regeneracji odbudowują się tkanki, kolagen ulega przebudowie i wzrasta wytrzymałość organizmu na obciążenia. Jeśli dochodzi do deprywacji elementów regeneracyjnych, kolejny trening nie będzie inwestycją, a kolejnym obciążeniem.
Sportowe longevity nie oznacza rezygnacji z ambitnych celów ani słabości. Ale nie jest też nagrodą za ciężki trening. Regeneracja to nieodłączna część treningu. To ona decyduje, czy organizm stanie się silniejszy, czy tylko bardziej przemęczony.
Największy wynik jest niewidoczny
W środowisku sportu bardzo łatwo zachwycamy się spektakularnymi wynikami. Nowe rekordy, medale czy ukończenie trudnej trasy dostarczają dużej satysfakcji. Są to jednak sukcesy tymczasowe.
Prawdziwy sukces widać dopiero na przestrzeni lat. Jest nim możliwość wyjścia na trening bez obaw o ból. To ciało, które odpowiada na bodźce adaptacją, a nie przeciążeniem i zmęczeniem. To sprawność, zachowana siła i entuzjazm płynący z ruchu pomimo upływu lat,
Prawdopodobnie, właśnie w ten sposób powinniśmy dziś opisywać sportowe longevity. Jako sztukę trenowania na tyle mądrze, aby nasz organizm chciał z nami biec przez wiele kolejnych lat. Nie jest to rezygnacja z ambicji, planów i trenowania mniej. To najważniejsza inwestycja w swój potencjał, aby móc za 30 lat nadal stanąć na linii startu z tą sama radością, z jaką robimy to dziś.
tekst: Pamela Grzebyk
fotografia: cottonbro studio
